-Yhym...
-Nie odbierasz od niej telefonów...
-Yhym...
-Jaś się obudził...
Momentalnie otworzyłam oczy.
Wybudził się?! Boże, czy to sen? Uszczypnęłam się. Nie! Obudził się! Szybko wstałam z łóżka.
-Jedziemy!
*Perspektywa Jasia*
Odpowiadałem na pytania zadane mi przez lekarza. Nie wiedziałem dokładnie co się działo. Kilka minut temu obudziłem się, a przy moim łóżku siedziała Natalia. No tak nie dokońca moim - szpitalnym. Zapytałem jej co się stało, ale ta wrzasnęła tylko radośnie, że się obudziłem i że zawoła doktora. Po czym lekarz przyszedł, a ta zadzwoniła gdzieś i wyszła z sali. I teraz leżę i odpowiadam na pytania doktora - jak się czuje, co mnie boli, czy pamiętam kim jestem itd.
-Przepraszam-przerwałem w końcu lekarzowi-Co się właściwie stało?
-Miałeś wypadek samochodowy. Obrażenia niewielkie, ale za to zapadłeś w śpiączke-odezwała się pielęgniarka, która stała niedaleko. Otworzyłem szeroko oczy. Śpiączke?! Cholera...
-Ile spałem?-spytałem szybko
-Niedługo, wręcz bardzo krótko. Masz szczęście-mruknął doktor uśmiechając się do mnie
-A dokładniej?-jęknąłem, bo nadal nie znałem odpowiedzi. Dla jednego krótko to parę dni, a dla drugiego kilka lat...
-5 dni-powiedziała pielęgniarka podając mi jakieś tabletki i szklankę z wodą. Posłusznie połknąłem i popiłem. Kilka dni...To nie tak dużo...I nagle do sali weszła Natalia.
-Dobrze, to my was zostawiamy-powiedział doktor-Niedługo przyjdziemy, żeby zrobić wstępne badania
Ledwo co wyszli, a Natalia już się do mnie przytuliła.
-Nawet nie wiesz jak się ciesze-powiedziała ze łzami w oczach, a ja się do niej uśmiechnąłem.
-Jest ktoś jeszcze?-spytałem mając na myśli kogoś z rodziny czy znajomych
-Nie, ale Martę i twoich rodziców juz powiadomiłam. Zaraz przyjadą. Bardzo się o ciebie martwiliśmy. Ja przychodziłam zwykle do ciebie rano, a rodzice jak tylko znaleźli wolną chwilę.
Zabolało mnie to, że nic nie wspomniała o Marcie. W sumie pewnie za sobą nie przepadają, ale...to moja dziewczyna. Więc chyba mam prawo wiedzieć co u niej, nie?
-A Marta?-spytałem po chwili, a wtedy Natalia raptownie wciągnęła powietrze
-Ona najbardziej to przeżywała...Cały czas płakała, mało spała i jadła, a przychodziła do ciebie codziennie. I zawsze przesiadywała tutaj przynajmniej z cztery godziny.
Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Serce mi się ściskało na myśl o bólu jaki musiała przeżywać. Cholernie mi jej teraz brakowało.
-Za ile będzie?-spytałem szybko
-Z tego co wiem to za kilka minut...
*Perspektywa Marty*
Jechaliśmy samochodem. Niby krótka trasa, ale chciałam być już, w tej chwili przy Jasiu. Całą drogę kazałam Kacprowi przyśpieszyć. No przepraszam, ale włóczył się strasznie.
-Kobieto, nie mogę szybciej!-krzyknął stając na czerwonym świetle-Przekroczyłem już prędkość naddźwiękową!
-Nie przesadzajmy...
-"Nie przesadzajmy"?! Wiesz ile mandatów będę musiał zapłacić?! Zrobiło nam zdjęcia już chyba z pięćset fotoradarów!
-Trudno! Musimy być tam jak najszybciej!
-Dobrze, to popatrz w prawo! Widzisz?! Szpital! Dwie minuty i będziemy!
-Ale...
-Przestań już marudzić!-krzyknął, a ja zamilkłam. Szczerze to chciało mi się śmiać. Jaki wkurzony, że baba go pośpiesza...pff...Komuś się tu chyba zbliża okres.
Gdy tylko wysiadłam z tego przeklętego auta pobiegłam prosto do drzwi. Przebiegłam przez kilka korytarzy potrącając przy tym mase ludzi. Chciałam być jak najszybciej przy nim i tylko to się liczyło. Szybko otworzyłam drzwi od sali Jasia. Natalia stała nad łóżkiem, a na nim... Boże, obudził się! Podbiegłam do niego, a on, gdy tylko mnie zobaczył uśmiechnął się.
-Mar...
Nie zdążył powiedzieć dalej, bo oberwał ode mnie siarczysty policzek, po czym się rozpłakałam.
-To...ja was możę zostawię samych-mruknęła Natalia i skierowała się do wyjścia
-Kochanie, nie płacz...-zaczął mnie uspokajać Jaś, a ja przytuliłam się do niego.
-Tak bardzo mi cie brakowało-wyszeptałam powoli powstrzymując płacz
-To czemu oberwałem z plaskacza?-zapytał rozbawiony
-Bo jechałeś po pijaku samochodem!-krzyknęłam momentalnie się prostując-Mogłeś umrzeć! Rozumiesz?! Wiesz co bym wtedy...
Nie dokończyłam, bo znowu się rozpłakałam.
-Cii, misiu, nie płacz-powiedział Jaś przytulając mnie-Przepraszam. Jestem idiotą. Nie powinie...
Przerwał, bo go pocałowałam. Delikatnie przejechałam języczkiem po jego dolnej wardze na co on odpowiedział tym samym. W końcu zabrakło nam tchu. Odsuneliśmy się od siebie i zaczeliśmy szybko łapać powietrze.
-Boże, tak bardzo cię kocham-wymruczał Jaś całując mnie po szyi. Jego ręka wylądowała na moim udzie. Już miałam ją zepchnąć, kiedy Jaś pocałował mnie. Ale wcale nie delikatnie, lecz namiętnie. Czuć było w tym pocałunku taką tęsknote...no po prostu...nie do opisania...Jego ręka powędrowała wyżej, aż do zapięcia przy moich spodniach. Już miał odsunąć suwak, ale odepchnęłam jego dłoń.
-Jasiek, co ty wyprawiasz?-zapytałam odsuwając się od niego
-Prze...przepraszam-wyjąkał po chwili-Poniosło mnie
-Troszkę-mruknęłam, a moją uwagę przykuło wybrzuszenie w jego spodniach. Jaś widząc, że tam patrzę zmieszany zakrył się kołdrą.
-Kocham cię-powiedział po chwili łapiąc mnie za rękę
-I nigdy mnie już nie zostawisz?-zapytałam patrząc mu w oczy
-Nigdy-mruknął patrząc na moje usta, które instynktownie oblizałam. Po chwili przybliżył się do mnie. Delikatnie musnęłam jego usta moimi. Już Jaś miał pogłębić pocałunek, kiedy do sali wbiegła moja mama.
-Marta!-krzyknęła podbiegnając i przytulając mnie. Przełknęłam głośno śline. Cholera. Mam przechlapane.
-Mmamo-wyjąkałam
-Jak ja się o ciebie martwiłam! Gdzieś ty polazła?!
-Napewno nie do naszego domu w którym nie jestem mile widziana-mruknęłam sarkastycznie
-Kochanie...-zaczęła moja mama, ale ja odsunęłam się od niej
-Nie mów tak do mnie! Przeszkadzam ci to się przeprowadzę! Szczęśliwa?! A teraz daj mi spokój!
-Ale...
-Nie obchodzi cię nic poza tym, żeby tobie dobrze było! Tak samo było z tatą!-krzyknęłam, ale widząc minę mamy momentalnie pożałowałam tych słów-Nie...nie chciałam tego powiedzieć
-Nie. Chciałaś. Masz rację. Przepraszam-powiedziała cicho i skierowała się w stronę wyjścia. Kiedy usłyszałam zamykające się drzwi łzy same zaczęły napływać mi do oczu. Cholera...
-Marta...-zaczął Jaś, a ja tylko przytuliłam do niego. Łzy coraz szybciej spływały mi z oczu. Cholera, cholera, cholera!
*Perspektywa Jasia*
Za bardzo nie wiedziałem co robić. Nie wiedziałem jak mogę ją pocieszyć. Czułem jak mój rękaw staje się coraz bardziej mokry od jej łez. Zacząłem delikatnie głaskać ją po plecach.
-Misiu, nie płacz...-wyszeptałem jej do ucha
-Łatwo ci mówić...-powiedziała przez łzy. Zamilkłem. W sumie co mogłem odpowiedzieć? Jak ją niby pocieszyć? Nawet nie wiedziałem jaki jest powód kłótni...
-O co poszło?-spytałem, gdy już trochę się uspokoiła
-Nieważne...
-Ważne-powiedziałem wycierając jej łzy na co lekko się uśmiechnęła
-Po prostu siedziałam u ciebie do późna, a ona przyjechała i kazała mi wracać. Pokłóciłyśmy się i wybiegłam ze szpitala...
-A o co chodzi z tym tatą?
Zacisnęła mocno powieki, a z jej oczu znowu pociekło kilka łez.
-To dość długa historia...
-Zamieniam się w słuch-powiedziałem łapiąc ją za rękę.
_____________________________________________________________________
Chciałam, żeby był dłuższy. Chciałam.
Bo moja kochana Olwika mi przeszkadzała.
I nie dałam rady.
Wybaczcie xd
Jakby co wszystko jej wina :'D
Czytasz? Komentuj!
♥ Dziękuję, że poświęciłaś czas na przeczytanie tego opowiadania ♥
Zapraszam rowniez na mojego aska





